Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

  Bywają dni kiedy ktoś po prostu nie ogarnia życia. Też tak macie? W miniony poniedziałek zostawiłam na sali  gimnastycznej mój pierścionek zaręczynowy i inne moje ozdoby i wróciłam do domu rozanielona, że zastanę tam  narzeczonego, który wyjątkowo nie pojechał w ten dzień do Torunia. Dopiero w domu, stojąc przed lustrem zdałam  sobie sprawę, że czegoś mi brakuje. Aczkolwiek było za późno by cokolwiek zrobić. Noc miałam koszmarną, ciężko  się spało martwiąc się, o to czy pierścionek się znajdzie i nikt go nie przywłaszczył. Następnego dnia dużo się  nabiegałam, nastresowałam zanim go znalazłam. W międzyczasie napisałam jeszcze do profesora prowadzącego  zajęcia gimnastyczne, po których zostawiłam moje rzeczy. Odpisał: „Witam, Mam nadzieję, że odzyskała Pani już  rzeczy od Pana X. Proszę pamiętać o zabieraniu rzeczy po zajęciach. Całe szczęście, że wszystko się dobrze  skończyło. Z wyrazami szacunku pan Z.” Była to dla mnie porządna lekcja. Czy aby na pewno? Nazajutrz po  kolejnych zajęciach gimnastycznych, śpiesząc się na pływalnię znajdującą się w tym samym budynku, przebrałam  się jeszcze w szatni gimnastycznej w klapki. Po wyjściu z pływalni, ubrałam się w kurtkę, szal, rękawiczki.. ale  chwila, chwila, gdzie buty? Spojrzałam na moje gołe stopy, a na nich japonki. Nie mogłam tak wrócić do domu,  zamarzłabym na pierwszym lepszym przystanku. Poszłam do szatni koło sali gimnastycznej- zamknięta. Wspaniale. Po wielu przemarszach po długim jak metro, najdłuższym w naszej uczelni korytarzu, rozmowach z panem, który rzekomo powinien być w stanie rozwiązać mój problem otwierając drzwi od szatni, trafiłam na sale, usiadłam i czekałam na zbawienie. Pojawił się na niej w pewnym momencie mój prowadzący od gimnastyki (pan Z) zdziwiony moją obecnością (bądź pilnością z faktu, że przychodzę dodatkowo po zajęciach na salę) i chwilę po nim pan, z którym wcześniej rozmawiałam w sprawie otwarcia cholernych drzwi od szatni. Wkroczył na salę z głośnym pytaniem: "Znalazła już pani te buty?" Szczery śmiech pana prowadzącego gimnastykę, sprawił, że chciałam się zapaść pod ziemię. Po 1,5 h całej walki odzyskałam buty wraz z skarpetkami. Zobaczymy na ile teraz poskutkują te "cierpkie" wydarzenia. Przypomniały mi się słowa mojej mamy z dzieciństwa, która za każdym razem, gdy coś gubiłam powtarzała: „Dobrze, że głowę masz przytwierdzoną do ciała.” Myślałam, że wyrosłam z zapominalstwa. Wygląda na to, że zapominalstwo czasem wraca jak zgaga.

 

 

 

 Aktualnie to się uczę anatomii. Żmudna, wymagająca dużej  systematyczności i czasu, praca pamięciowa. Nic nie daje fakt, że mnie  ten temat interesuje, zwyczajnie jest tego za dużo.

     

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 Wczoraj byłam na bitwie tanecznej w kubie w Sopocie z Karoliną. Dziś umieram. Dziękuję, do widzenia. Mam ochotę poczytać dobra książkę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze  

+4 #1 Dominika 2014-12-13 12:14
Zapominalstwo przy takim nawale nauki to chyba nic złego :D
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież