Ostatnio, a właściwie w zeszłym miesiącu, oprócz uczenia udało mi się kilka wyjść i spotkań. Strasznie się z tego cieszę, bo ciężko wyłuskać z czasu trochę więcej na przyjemności. Pamiętnego piątku bawiłam się w klubach. Jeden wyjazd poza dom i od razu historia rozbudowuje się o przynajmniej 5 wątków. Bo jak tu wejść do SKM i po drodze do Sopotu nie zahaczyć o Gdynię. Tak właśnie. Albo ledwo wejść na parkiet i nie zdzielić pięścią w policzek kolesia z pół obrotu (ale ważne że w rytm muzyki ;) I inne przygody z serii: gdy tylko wyściubisz nos z domu.

               

Udało mi się odwiedzić Gdynię w sumie w lutym aż 3 razy. Przypadkiem, spontanicznie i celowo ;) O przypadku już wspomniałam, spontanicznie na spacer krajoznawczy z dwoma architektami i celowo na wizytę do koleżanki. Do tego musze się pochwalić w Kartuzach byłam częściej niż zazwyczaj m.in. żeby złożyć kilku osobom życzenia, pogadać ze znajomymi z liceum i ogólnie nabrać powietrza w domowym zaciszu.

                  

                              

A teraz rozpoczynam nowy maraton wrażeń. W tym postnym okresie będą mi towarzyszyły świetne lakoniczne nauki o. Adama Szustaka. Mają coś w sobie, co sprawia, że moje oczy widzą w szerszej perspektywie. Polecam. 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież