Tak jak zwykle omykowo pisałam jeszcze do połowy marca każdego roku datę używając roku poprzedniego, tak w 2016 nie miałam z tym problemu. Od razu się przestawiłam. Czyżbym szybko chciała zapomnieć o zeszłym roku i zacząć od nowa? Przeszłość oddzielić grubą kreską? E, e. To na pewno nie to. Nie skreślę całego roku z powodu kilku nieprzyjemnych sytuacji. W zeszłym roku było wiele trudności, ale bilans jest pozytywny. Choćby dlatego, że się z nimi uporałam.

Bardzo płynnie przeszłam z okresu zaliczeń na uczelni, zwątpienia w powołanie, burzy w domu, w okres praktyk, wyzwań, nadrabiania zaległości, by minął szybko jak błyskawica i zmienił się w czas sesji, potem nowy semestr. Tak jakby ktoś co chwile w trakcie biegu zmieniał położenie mety. Ostatnio mam małe marzenie. Odpocząć. Zrobić coś bez przymusu, coś co sprawi mi przyjemność. To małe marzenie chowam w kieszeń szpitalnego fartucha każdego świtu, kiedy nieprzytomna zbieram się na praktyki, a słońce pochrapuje leniwie i zapowiada swoje pojawienie się za okrągłą godzinę. Moje marzenie, wygrzewa się w miejscu gdzie nikt go nie będzie niepokoił ani go nie przygasi. Jest sobie i czeka na spełnienie.