Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Ponad dwa tygodnie temu rozpoczęłam moją praktykę w Nadmorskim Centrum Medycznym. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, co tam będę miała robić, na ile pozwolą mi na samodzielny kontakt z pacjentami. Całe szczęście, nie stresowałam się samą praktyką. Postanowiłam trwać w przekonaniu, że po prostu się dowiem, nie będę się martwić na zapas. Stresowałam się natomiast tym, żeby donieść wszystkie potrzebne dokumenty, których była mnogość, na czas. W ostatnim tygodniu przed deadline, oznajmniono mi pocztą pantoflową, co trzeba donieść. Potem już była już tylko istna walka, by zrobić coś niemożliwego i zdobyć wszytkie oświadczenia, zaświadczenia, podpisy, próbki, wyniki i ksera przed wyznaczonym terminem. Czywiście się nie udało, ale na szczęście uszło mi to płazem.
Nasi przełożeni podzielili nasz rok na poszczególne ośrodki mające podpisane umowę z naszą uczelnią i przypisali mnie do jednej placówki razem ze znajomymi z którymi słabo się trzymam, bo nie widujemy się ani nie rozmawiamy ze sobą często. Na ogół zmartwiłoby mnie to, zastanawiałabym się, jacy oni będą, czy będę mogła na nich polega, liczyć na ich pomoc w razie czego itd. pojawiało się masę pytań lecz w przeciwieństwie do tego, co robię zawsze, tym razem nie nastawiałam się specjalnie, zostawiałam te pytania bez odpowiedzi i skłoniłam siebie samą do myśli, że w swoim czasie uzyskam na nie odpowiedź. Był to czas bardzo interesujący, pouczający i przede wszystkim rozwijający. Dał mi poczucie zadowolenia z samej siebie. Obiektywnej oceny swojej wiedzy zdobytej do tego momentu.

Przez pierwsze dni poznałam wszystkie panie pracujące na tamtym oddziale. Były przemiłe aż do końca i pomagały nam we wszystkim tworząc luźną atmosferę, dbały żeby każdy czuł się swobodnie. Można się było pytać ich pietnaście razy o jedną rzecz, zawsze spokojnie odpowiedziały. Nie wyobraziłabym sobie lepszego personelu.

Naszą sześcioosobową ekipę pracującą przegrupowano na trzyosobowe zespoły. Jedni zajmowali się fizykoterapią, drudzy kinezyterapią i krioterapią. Fizykoterapia mówiąc prosto polega na podłączaniu do aparatów generujących pole magnetyczne, prądy, fale dzwiękowe i promieniowanie, natomiast kinezyterapia to leczenie ruchem, krioterapia- zimnem. I tak codziennie po 3,5 godziny na każdym z tych dwóch rodzajów zabiegów. Przez fizykoterapię przewijało się bardzo dużo pacjentów, może nawet z 10 dziennie na osobę. Miałam masę okazji do poznania ciekawych ludzi i poprowadzenia z nimi porywających rozmów. Spodobało mi się. Nie ma nic wspanialszego niż odwzajemniony uśmiech, możliwość pomocy w bardzo prosty sposób, na przykład poprzez wysłuchanie albo zainteresowanie. Poprawa humoru ludzi wychodzących ode mnie z zabiegu dawała mi dużo satysfakcji. Niestety rzeczywistość ukazywana na uczelni, a ta w ośrodku diametralnie się różniła. Powiedzmy na przykład samymi przepisami BHP itd. Kilka razy doznałam szoku ponieważ wiedza z uczelni nie pokrywała się z tym, czego uczyliśmy się na praktykach. Zastanawiałam się później komu tak na prawdę wierzyć.

Najgorsze było dla mnie poranne wstawanie. Żeby zdąrzyć na czas musiałam wstawać o 6:00, co jest wbrew mojej naturze. Co rano musiałam zmarnować dziesięć minut na przekonywanie siebie czemu nie mogę się poddać despotycznej woli mojego umysłu chcącej pozostać w łóżku, czemu muszę poruszyć nogami, żeby wstać i czemu nie mogę zignorować budzika, który dzwoni od czterech minut. Oszukiwałam samą siebie powtarzając: "Ostatni raz, zrób to. Ostatni raz. Już potem nie będziesz musiała. No.. raz, dwa trzy. Nie wstałaś? Już więcej nie będę odliczać. Raz.. dwa, trzy!". Autoperswazja działała. :) Nie zawsze byłam co do sekundy na czas, ale zawsze byłam.

Chciałabym opisać najważniejsze sytuacje jakie mnie tam spotkały, ale znowu złapało mnie jakieś choróbsko, nie mam weny ani siły. Może w między czasie coś tu nastukam aczkolwiek nie za dużo. Nie chcę przecież, żeby powstała z tego książka. :P A tu oto na koniec moja refleksja związana z jednym wydarzeniem podczas praktyk. Przeczytajcie i powiedzcie co o tym myślicie ;) 

Pewnego dnia, kiedy na placówce był mały zastój, koleżanka, która akurat wtedy była przydzielona do innej pracy niż ja i mój kolega, przyszła do naszej sali i zapytała głośno "co się tak opierd***cie??" nie zauważywszy pewnej starszej pani za sobą ćwiczącej wtedy za jej plecami w ugulu. Kiedy prawdopodobnie się zorientowała, że ktoś oprócz nas to słyszał, powoli się wycofała i wyszła z sali nie czekając nawet na odpowiedź. Mój kolega spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma i szepnął, że nie powinna tak mówić, bo ta kobieta tam leży. Zgodziłam się, ale po chwili namysłu, skonstatowałam, że nie miał racji. Skoro chciała to powiedzieć i mówi tak na codzień, czemu ma udawać kogoś innego. Czemu ma nagle zmieniać swój naturalny sposób mówienia, bo zmieniają się okoliczności? Czy nie lepiej jest tak, że w każdej sytuacji jesteśmy sobą i zachowujemy się dokładnie tak samo? Czy zmieniając swoje zachowanie pod wpływem różnych okoliczności, możemy mówić o dwulicowości? Cieszę się, że ja się nie musze powstrzymywać od mówienia czegokolwiek, bo zwyczajnie nie używam przekleństw. Są niepotrzebne, są dla mnie jak ogromne pryszcze na skraju pęknięcia na twarzy delikatnej dziewnyczy- ochydne. Swoją drogą moja koleżanka ma piękną i delikatną urodę, zupełnie nie pasują jej takie wulgarne wyrażenia. W słowniku języka polskiego mamy bardzo dużo słów mogących służyć jako zamienniki, które nie są wogóle używane, są zapomniane z powodu lenistwa. Dużo łatwiej jest odmieniać jedno słowo, które przyciąga uwagę niż nauczyć się wielu różnych i móc pokazać, że nawet w obliczu złości czy przeżywania większych emocji odznaczamy się wysoką inteligencją i kulturą.    

W weekend między praktykami wybrałam się na bal karnawałowy. Zdjęcię powyżej, z przygotowań ;)

Komentarze  

+2 #2 Namalujeciswiat.pl 2016-02-09 23:36
Cytuję Monia:
Życzę wytrwałości i konsekwencji w tym co robisz. A jeśli chodzi o przekleństwa, to ta dziewczyna dostała za swoje wychodząc. Najlepszą karą jest wstyd. To chyba poczuła w tamtym momencie. Cieszę się, że są ludzie wrażliwi na język polski.
:-*

Dziękuję Monia :*** Mistrzem ortografii nigdy nie byłam, piękną składnią też się nie pochwalę, ale do tego, że bardzo lubię polskie słownictwo mogę się przyznać. ;) Co do mojej koleżanki, ona posłużyła mi tu raczej za symbol, bo takich jak ona znam bardzo wielu. :(
Cytować
+3 #1 Monia 2016-02-09 23:21
Życzę wytrwałości i konsekwencji w tym co robisz. A jeśli chodzi o przekleństwa, to ta dziewczyna dostała za swoje wychodząc. Najlepszą karą jest wstyd. To chyba poczuła w tamtym momencie. Cieszę się, że są ludzie wrażliwi na język polski.
:-*
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież