Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

 

 Wczoraj wróciłam z Katowic, z wielkiego wydarzenia na skalę światową odbywającego się w naszej pięknej Polsce. Jest to jeden z nielicznych eventów organizowany przez naszych rodaków cieszący się takim zainteresowaniem o zasięgu globalnym. Dziesiąty finał Intel Extreme Masters odbywał się w Spodku. Do tego miejsca zjechali się najlepi gracze komputerowi z całego świata. Organizowane były turnieje m.in. takich gier jak: Counter-Strike: Global Offensive, League of Legends i StarCraft II. Pojechałam tam z kilkoma znajomymi samochodem, oczywiście męską częścią moich znajomych, Leszek dojechał dzień później, ponieważ akurat w tym czasie bronił swojej pracy inżynierskiej. Na wyjazd namówił mnie Leszek i tak na prawdę jechałam tam dla niego, bo bardzo chciał być ze mną, żebym poczuła to, co on w zeszłym roku, kiedy tam był. Chciał mnie wprowadzić w świat eSportu i pokazać jego atrakcyjne strony. Osobiście bardzo się interesuję rzeczami, które ekscytują mojego narzeczonego, przez co nie byłam świeżynką w temacie gier komputerowych, pomimo, że sama w nie nie gram. Znam najpopularniejszych polskich graczy, wiem o co chodzi w najbardziej znanych grach komputerowych i kojarzę ludzi obracających się w tym komputerowym społeczeństwie. Byłam całkiem podniecona tym, co jeszcze mogę zobaczyć na tym wydarzeniu, po pierwsze dlatego, że nigdy wcześniej nie miałam z tym styczności. 

        

 Co zabawne do opisania tego wyjazdu natchnęła mnie... szynka. Jest z tym związana wesoła i niebanalna anegdotka. Otóż kiedy mięliśmy wyjeżdżać z Gdańska, do mojego mieszkania wszedł mój szwagier, żeby mi pomóc zanieść walizki (właściwie to przyszły szwagier, ale mniejsza o większość ;) . Prędko jeszcze zanim zamknęłam dom zerknęłam do lodówki, żeby sprawdzić czy nic nie straci ważności w między czasie. Leżała tam bardzo dobra szynka w plasterkach, która niestety mogła się zepsuć. Nie lubie marnować jedzenia, więc woreczek z mięsną zawartością wcisnęłam szwagrowi w jedną rękę z zapewnieniem, że gdzieś po drodze na pewno ją zjemy, w drugą walizkę, ja wzięłam resztę drobiazgów i wyszliśmy przed blok. Tam, obok samochodu stała reszta ekipy debatując o planie wyprawy. Zapakowaliśmy moje rzeczy i dołączyliśmy się do rozmowy. W pewnej chwili zorietnowaliśmy się, że blokujemy przejazd. Samochód z bardzo niecierpliwym kierowcą, który nie mógł przejechać sprawił, że w pośpiechu zapakowaliśmy się do auta i od razu ruszyliśmy w trasę. Po 5 godzinach drogi w wielu niewygodnych pozycjach, w cieple, w chłodzie, cały czas na siedząco, zdecydowaliśmy się na postój. Wysiadając, spostrzegłam pewien mały woreczek leżący przez cały czas podróży na moim siedzeniu. Śmieliśmy się, że ugrillowałam sobie mięso. Hahaha. No cóż wsiadałam wieczorem, nie zauważyłam, że mój szwagier położył szynkę akurat tam gdzie zdecydowałam się usiąść i przez cały czas wykonywałam akrobacje na tym produkcie żywnościowym, ale to jeszcze nic. Między mną a kumplem, który siedział obok mnie leżała torba od aparatu a że nie miałam lepszego pomysłu, położyłam na niej to co wysiadywałam przez całe pięć godzin podróży. Kiedy dojechaliśmy na miejsce w sposób bardzo tajemniczy szynka ukazała mi się na oczy tuż pod pośladkami mojego kolego kiedy akurat wysiadał z auta. O.O Nie wiem, może lubiła ciepłe miejsca. Wyobraźcie sobie, że już kompletnie straciłam ochotę, żeby ją zjeść. Na miejscu o późnej nocnej porze marzyłam tylko o tym żeby się przespać w wygodnym łóżku. Zorganizowaliśmy szybkie zakwaterowanie i tu się na pewien czas urywa wątek szynki. Wznawia się on tydzień później kiedy za każdym razem wsiadając do auta Leszek żalił mi się że "Wali tu, jaky ktoś umarł!" i tak przez kilka dni. Ignorowaliśmy to bo smród było czuć tylko zaraz po wejściu do auta. Potem Leszek włączał nawiew i smród uciekał do tyłu a my się cieszyliśmy, że już przeszedł. Co się okazało, żagnaliśmy problem tylko chwilowo do następnego wejścia do samochodu. Jednego dnia mój kochany już się tak zirytował i powiedział "Kurde ja śmierdzi już nie moge wytrzymać. No nie wiem no. Coś się zepsuło czy co?" "A ja rozbawiona jego śmieszną gestykulacją mówie "Haha no śmierdzi jakby jakieś mięso zgniło" i w tym momencie zamilkłam. Nagle jakby mnie deska walneła w łeb z impetem, przypomniałam sobie o szynce. Wpadłam w radosny szał i jak się uspokoiłam powiedziałam Leszkowi w czym tkwi nasz kłopot. Tak pozbyliśmy się problemu, a ja postanowiłam, że może zrobie nowy wpis na stronkę. 
        

Wracając do wątku głównego, w mojej ocenie warto wybrać się na coś takiego przynajmniej raz w życiu, zanim się potępi styl życia gamerów. Patrząc na niego z perspektywy mojego przyszłego zawodu można by się cieszyć na myśl o potencjalnych klientach tzw. z siedzącym trybem życia, bądź prościej "nieruchów", ale w momencie kiedy grają widać ich pasję i zacięcie do tego żeby stawać się coraz lepszym i patrząc na to z tej strony, takie hobby można wręcz podziwiać. 

Z przykrych doświadczeń z zeszłego roku Leszek wziął nauczkę i w tym kupił nam bilety PREMIUM, żebym nie musiała tracić radości z tej imprezy, przez wielogodzinne czekanie w kolejce na mrozie, po to aby się dostać się na mecz, który ogląda się na stojąco gdzieś na końcu hali. W związku z tym specjalnie zadbał by wszystko mi się podobało. Chodziliśmy pokazując nasze plakietki ochroniarzom po specjalnie wyznaczonych dla nas sektorach vip, siedzieliśmy na miejscach bardzo blisko sceny, mogliśmy chodzić trasami youtuberów i mijać się z nimi jak z normalnymi przechodniami. Przede wszystkim był to pewnego rodzaju prestiż ;)
  

 

Wypełnione niemal cały czas po brzegi trybuny, zarażały dopingiem, okrzykami, emocjami, co było niesamowitym przeżyciem. Do tego wyobraźcie sobie światła, muzykę i wokół tysiące kamer i aparatów i powoli możecie sobie uzmysłowić w małym stopniu, to co się czuło na wielkiej hali Spodka. Fajnymi chwilami było też mijanie znanych ludzi, których widziałam gdzieś na przykład na Youtubie bądź w TV. Zdjęcie zrobiłam sobie tylko z Byali (Pawłem Bielińskim) i Fallen (Gabriel Toledo), ale minęłam też Izaka (Piotr Skowyrski) ze dwa razy, Maćka Dąbrowskiego, Weronikę Heck i innych, których już nazwisk nie znam :) Wtedy po raz pierwszy byłam w telewizji i udzielałam wywiadu. Na prawdę cieszę się z takiego doświadczenia.