Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

                                                                                                                                                                                         
                                                                                                                                         "Welon" to seria wpisów poświęcona moim przygotowaniom ślubnym

     
Nie wiem dlaczego, ale żywię szczerą nadzieję w sercu, że sprawy związane z weselem załatwią się same. Pewnie większość jeszcze nie ma pojęcia jak to jest, gdy się chce i nie chce tej samej rzeczy. Nie mówię o ślubie, tylko o przygotowaniach. Zdaję sobię sprawę, że przygotowania mają w sobie coś z tych odwiecznych marzeń każdej kobiety, lecz w rzeczywistości nie tej, która nie jest w stanie oddać się temu w 100%, bo ma jeszcze inne ważne rzeczy na głowie. Studia. Praktyki.
    Z jednej strony wybieranie wiązanek kwiatowych do dekoracji kościoła ze swoich ulubionych kwiatów jest miłe i przyjemne, z drugiej strony pracochłonne i zniechęcające. Pierwszy dzień przegląda się inspiracje, zbiera się pokaźny plik zdjęć, na których wszystko wygląda jak wyjęte prosto z bajki. Jestem podekscytowana i zacieram ręce. Potem dopiero pojawiają się schody. Trzeba coś z tego wybrać, na coś się konkretnego zdecydować, powiedzieć "to i to" i koniec, żadnych zmian. Nagle się okazuje, że jakieś tam kwiaty mają znaczenie symboliczne, które kontrastuje z weselem nadając mu charakter pogrzebowy, więc one odpadają, inne mają kolory które się nie podobają, jeszcze inne są wyłącznie sezonowe i akurat niedostępne, a jak już się wreszcze coś wybierze, próbny bukiet mija się zupełnie z tym co było gdzieś w głowach jako plan. I zaczynamy karuzelę zdarzeń od początku.
    Zatem nasze działania zmierzające ostatecznie do zorganizowania tej jedynej w życiu tak pięknej uroczystości zarazem cieszą i troszkę przygnębiają. Przygnębiają, bo chciałoby się odłożyć je na czas, kiedy można by w pełni poświęcić na nie czas i zrobić to jak należy, mając świadomość, że tak nie będzie, że nie będzie tego czasu na upewnianie się, że wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Robimy jak potrafimy najlepiej i na końcu czas zweryfikuje jak się do tego przygotowaliśmy. Jeśli chodzi o najważniejsze przygotowanie- psychiczno-duchowe, nie wspominam o nim, bo u nas jest odhaczone. Znaczy to dla mnie tyle, że jestem pewna jak tylko można najmocniej swojego wyboru, zdaję sobię sprawę z negatywnych stron wchodzenia w związek małżeński, ale mimo to z całych sił pragnę tego i nie wyobrażam sobie innego życia niż z Leszkiem u boku. Na weekendzie dla narzeczonych na którym byłam z Leszkiem w ramach nauk przedmałżeńskich, tylko upewniliśmy się, że najważniejsze kwieste są przez nas omówione, jesteśmy w nich jednogłośni. Przez ten weekend utwierdziłam się bardziej w decyzji o ślubie. Po zakończeniu tych trzy-dniowych intensywnych dialogów narzeczonych, byłam lżejsza na duchu o minimum trzy kilo, ponieważ wiedziałam, że nie ma we mnie rozterek, wątpliwości ani strachu. Była tylko radość i pewność.
     Co do tych drugorzędnych spraw organizacyjnych, mam wreszcie zaproszenia. Tak, przyszły do mnie. Ciut późno, ale są- całe i śliczne. Szukałam ich dobry miesiąc (historia podobna do tej z kwiatami), aż wreszcie byłam pod ścianą, gdyż już cała rodzina naciskała, że jest późno i od zaraz muszą iść do wysłania. Myślę, że mogłabym je poprawić, jak wszystko, zawsze mogły być lepsze, ale kompromis jaki jest też mi odpowiada. Zarówno zaproszenia, zawiadomienia jak i winietki  są w stylu rustykalnym, czyli papier ekologiczny w odcieniu drzewnego brązu, biała koronka i wstążka, adekwatna do okoliczności i idealnie współgrająca z kolorem drewna. Miało być naturalnie i uroczo.
     Suknia ślubna wisi kupiona na zapleczu salonu ślubnego w Gdyni. Z dnia na dzień podoba mi się coraz bardziej. Nią akurat się nie pochwalę, zobaczyć ją mogli tylko wybrani, reszcie w całej okazałości zaprezentuję ją w kościele na uroczystości ;)  Ma tren, koronki i duży dekold na plecach. Krój nazywają fachowo "syrenka" bądź "rybka". Nie planowałam takiego zakupu. Moja wymarzona suknia miała być z lekkiego powiewnego muślinu a zostałam z grubo ciosaną rybą, ale to nic. Tę miałam przymierzyć z ciekawości, a okazała się najlepszą z około 40 sukienek. Ciężko mi powiedzieć jak w niej wyglądam, dlatego posłużę się słowami mojej mamy i siostry: kobieco, szczupło, sukienka podkreśla moje kształty, jest dopasowana do ciała. Czy to dobrze? ;) Zobaczymy. 
      We wcześniejszych wpisach poruszałam również temat zespołu/DJ-a. Wybraliśmy wodzireja z DJ-em i jestem bardzo zadowolona z tej decyzji. Nasze doświadczenia z innych wesel przekonały nas, że najbardziej nam odpowiadają oryginalne piosenki, dobre prowadzenie i organizacja przez wodzireja. W takich klimatach bawiliśmy się najlepiej i z tego powodu chcemy dać to samo naszym własnym gościom, aby mogli poszaleć przy świetnej muzyce oraz zabawach.