Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

 

Trzy dni temu minęłą nasza miesięcznica małżeństwa. <3 Jest nam razem bardzo dobrze. Po ślubie tyle się działo, że dopiero teraz znalazłam chwilę, aby coś napisać, bo ostatni miesiąc był niezmiernie intensywny. Najpierw niekończące się imprezy i świętowanie, potem domykanie spraw związanych ze ślubiem. A już w tydzień po ślubie pracowałam bez przerwy tak jak w zeszłym roku przez trzy tygodnie sprzedając obrazy. Potem ogarniałąm swoje życie zaniedbane przez te trzy tygodnie i teraz wyszłam na prostą :) Odpoczywam.

Słowem wstępu przypomnę, że piszę z serca, nie z głowy. Będę się starała pisać chronologicznie i jasno, ale jak to bywa przy emocjonalnym pisaniu, czasem mogę coś zamieszać, zamotać bądź pokręcić. Niech to Was nie znięchęci ;)
Jest tak wiele przeżyć którymi chciałabym się z Wami podzielić, że musiałam rozparcelować ten wpis na kilka pomniejszych. Zaczynamy.

 

 

 

 

PORA NA PODRÓŻ W CZASIE

                      

   
        "To już dziś"- pomyślałam sobie otwierając oczy w sobotę 23 lipca 2016 roku o godzinie 6:30. Po ciężko przespanej nocy ze stresu, natłoku myśli i ciągłym budzeniu się z trudnościami ponownego zaśnięcia, nie docierało do mnie, że za kilka godzin zmienię swój stan cywilny na zawsze. Ten tekst musiałam sobie powtarzać w myślach cały czas, żeby wreszcie odetchnąć powagą sytuacji. Nie wiedząc, czemu kładąc się spać, czekałam aż w ten niezwykle wyjątkowy dzień obudzą mnie fajerwerki, tłumy ludzi, fruwające wszędzie konfetti, a wszystko inne będzie cudownie odświętnie przystrojone. Wbrew temu co oczekiwałam obudziłam się ogromnie spokojna jak w każdy zwykły dzień, obudził mnie zwykły budzik, ten sam, co zawsze rano, ja, leżałam w swoim zwykłym łóżku jak codzień, a wszystko wokół mnie było takie same jak w dniach poprzednich. Wszystko, oprócz mnie. Ciężko było uwierzyć, że tylko ja się zmnieniam tak diametralnie, a reszta zostaje stała, niezmienna, nie podąża za mną i nie integruje się z moim wnętrzem. Ja byłam spokojna lecz odmieniona, reszta taka sama, ale również dziwnie haotyczna. Otaczli mnie sami drodzy mi ludzie. Ich obecność i rozmowa z nimi wysysała ze mnie wszystkie złe myśli, które powodowały zdenerwowanie. Tego dnia unikałam pustych miejsc, gdzie miałabym czas pomyśleć. Co już miało być przemyślane i podjęte, było. Reszta rozważań była zbędna :). W domu miałam wrażenie, że poruszam się jakby w innym wymiarze, gdyż niektórzy byli dużo bardziej zdenerwowani ode mnie. Chodzili wokół mnie dwa razy szybciej, byli bardzo głośni, mieli wytrzeszczone oczy. Patrząc na to z perspektywy wyglądało to śmiesznie. Nie było też tak, że byli na moje zawołanie. Każdy miał coś do zrobienia, wszyscy byli czymś zajęci. Pomimo tego, że nie lubię zwracać na siebie za dużo uwagi, być w centrum zainteresowania i to była jedna z tych rzeczy, która napawała mnie sporą obawą, w tym dniu ku mojemu zaskoczeniu, wcale mi to nie przeszkadzało. Nie zauważałam tego. Cały czas cieszyłam się z tego, że otaczali mnie ludzie życzliwi, którzy pofatygowali się specjalnie, wystroili, przygotowali, aby świętować z nami te niesamowite chwile. Czułam wdzięczność i miłość, żadnego stresu. 

               

      Na godzinę 7:00 miałam fryzjera. Dlaczego tak wcześnie? W ostatniej chwili zarezerwowałam termin i wszystkie późniejsze godziny tego dnia były już zajęte. Cierpiałam z tego powodu :p W głowie miałam zakodowane, że wszystkie zapobiegliwe panny młode o tej porze smacznie by sobie dalej spały. Ja, musiałam stawić się już zwarta, gotowa i przytomna. Potem ze skończoną fryzyrą nie było mowy o żadnym spaniu czy nawet małej drzemce. O dziwo nie miałam kłopotu ze zmęczeniem, ponieważ poziom adrenaliny podniósł się do odpowiedniego stopnia. Kawa nie była tu już potrzebna.
Trochę się denerwowałam przed wizytą w salonie, bo ostatnia fryzura próbna nie wyszła najkorzystniej. Sytuacja, jak w niektórych memach- "oczekiwania" i "rzeczywistość" zupełnie mijały się ze sobą i po tej nieudanej próbie został mi uraz. Ta, była ostateczna, musiała być dobra. I była. Dla mnie ciut przemodelowana, zbyt stabilna i zalakierowana, a loczki zbyt małe, trochę jak na na pierwszą komunię, ale mi się podobała. Najważniejsze, że nie było powtórki z rozrywki. :) 
Tak, jak myślałam, że mam zapas czasu nim nadejdzie kolej na kosmetyczkę, biegusiem musiałam lecieć do następnego gabinetu. Tym razem zajmowała się mną moja znajoma i trzeba było wprowadzić tylko niewielkie zmiany do makijażu, który robiłyśmy ostatnio. Leżąc na stole kosmetycznym widziałam tylko zegar, który bezlitośnie wskazywał mi strzałką na tarczy minuty, szybko uciekające minuty...

 

 

To był wstęp. Tworzę pamiątkę. Jak za kilka lat przeczytam ten wpis, wszystko mi się przypomni. Będę tam, w tamtym miejscu, o tej godzinie, przeżywając na nowo wszystkie uczucia. Reszta stopniowo będzie wstawiana :)