Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

1# Biel zarezerwowana dla mnie-  Wstęp
2# Biel zarezerwowana dla mnie-  Przygotowania


 Gdy tylko zobaczyłam go stojącego w drzwiach, w moim brzuchu uaktywniły się zapadłe w sen zimowy motylki. Było ich tyle, że jedyne co mogłam zrobić, żeby je uwolnić to szeroko się uśmiechać. Specjalnie kupowałam sukienkę i dodatki w tajemnicy przed Leszkiem, żeby w tym dniu zrobić na nim duże wrażenie. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji na mój ślubny outfit, toteż bacznie mu się przyglądałam. Wyłapywałam każdą zmianę mimiki, żeby odczytać, co myśli. Nie dał nic po sobie poznać. Natomiast po wszystkim przyznał mi się na ucho, że mu odjęło mowę. Zrobiło mi się ciepło. Udało się. ;) Ten szczególny moment jego wejścia do mieszkania sprawił, że już się nie bałam, nie stresowałam. Z Leszkiem wszystko było znacznie prostsze.     

                

Przyjechał razem z teściem, który nawiasem mówiąc otrzymał bardzo ważną rolę naszego kierowcy na ślubie, i świadkiem. Nagle zrobił sie rumor w domu, męska część grona, czyli dusze towarzystwa, zajęły się swoim ulubionym zajęciem- brzebojowym sposobem bycia i tchnęły we wszystko jeszcze więcej radości.
  

 


 

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO


         Nadszedł ten podniosły moment kiedy to rodzice mieliby okazać swoją aprobatę dla całego wydarzenia i pobłogosławić nas i nasze plany. Błogosławić, czyli "błogo" "sławić"- dobrze mówić. Bardzo dobrze mówili, co mamy pięknie nagrane na filmie. Na koniec modlili się o nasze szczęście, zdrowie i pomyślność. Cudownie się czułam słysząc ostatecznie, że wszystko jest jak należy, że mama błogosławi nasz związek. Przez całe błogosławieństwo trzymałam Leszka za rękę, nie dlatego, że bałam się, że mi ucieknie, ale on już wie, że u mnie oznacza to bezgłośne "kocham Cię", bo w tej właśnie chwili miałam ochotę wyśpiewać mu te słowa, wykrzyczeć po tysiąckroć! Po raz pierwszy w tym dniu pojawiły się w moich oczach łzy, było wzruszenie u nas wszystkich, łamały się głosy. Błogosławieństwo jako chwila bliska mojemu sercu, była dla mnie właśnie taka, gdyż była autentyczna. Nikt z nas nie zachowywał się sztywno i patetycznie do przesady. Owszem, było podniośle, ale każdy był sobą, byliśmy w tym wszystkim bardzo naturalni. Rodzinna, intymna okoliczność. 

                

 

Po błogosławieństwie już się nie mogłam doczekać uroczystości. Było w tym coś radośnie podniecającego. Byłam ciekawa, ile osób będzie w kościele, kto przyjdzie, jak kościół wygląda, ponieważ ostatecznie wszystko zrzuciłam na barki znajomej kwiaciarki (nie czuję, że rymuję) , zdając się na jej zmysł. Nie miałam na wystrój kościoła żadnej koncepcji. Koniec końców nie wiedziałam jak będzie wyglądał.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież