Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 Długo się nie odzywałam, bo musiałam wiele pozałatwiać, ale też przyznam szczerze, że nie czułam się najlepiej, dużo spałam i po prostu nie miałam kiedy tego zrobić. Jednak z dnia na dzień moje samopoczucie bardzo się poprawiło i teraz jestem w stanie zająć się czymkolwiek innym niż przeżyciem "jakoś" kolejnego dnia. Leżąc w łóżku w półśnie lubiłam sobie myśleć i zastanawiałam się, kiedy ta strona posłuży mi do tego, do czego ją stworzyłam. Miała być przecież galerią wykonanych przeze mnie zdjęć, archiwum rozwoju i dorobku artystycznego, a stała się blogiem. Z przykrością przyznaję, że  jeszcze przez długi czas będzie blogiem, bo dzięki temu czuję się rozgrzeszona, że nie rozwijam swojej pasji. Wiem, że wszyscy wiedzą, że zwyczajnie nie mam do tego na razie głowy i nie mam wyrzutów sumienia. Każdy kto to czyta, mam nadzieję, rozumie, że mam dużo ważniejsze sprawy na głowie i nie jestem w stanie wszystkiego pogodzić. Co śmieszne, coraz więcej ludzi mówi, że czyta moje wpisy i, że im się podobają, a nie wspominają nic o zdjęciach xd <płacze> Czyżby zdjęcia były aż tak kiepskie? xd 
W natłoku wydarzeń, spraw i wielu innych rzeczy gdzieś moje pragnienie robienia ładnych zdjęć wyparowało. Para jeszcze się unosi, ale nie ma tej pary w moich myślach, tej petardy, tego polotu, tych pomysłów i zapału. Stało się to dla mnie mało istotne. Cały czas skupiam się, aby dobrze skończyć studia z ogromną wiedzą, żeby móc pomóc chorym i Leszkowi  w zarabianu pieniędzy, myślę o tym, żeby już przygotować mojemu dziecku dobry start, skończyć mieszkanie, abyśmy mięli gdzie mieszkać, przebywać z ludźmi, których kocham, zacieśniać relacje, bo daje mi to ogromną satysfakcję. Im więcej zrobię w tych dziedzinach tym jestem bardziej z siebie zadowolona. Nie myślę, o ładna pogoda i takie ładne drzewo, czas napisać do przyjaciółki żeby się szykowała na sesyjkę. Mniej się rozglądam. Jadąc samochodem nie wyglądam już przez okno i nie zachwycam się jak małe dziecko prawie każdym zachodem słońca, tylko omawiam z mężem bierzące problemy, żartujemy sobie z nich, żeby nie posmutnieć i opowiadamy sobie historyjki, których nagle przypomina nam się cała masa i okazuję się, że jest wiele rzeczy, których jeszcze sobie nie opowiedzieliśmy. Wszystko się zmienia. Nawet pomysł na ten wpis. Nie miał być melancholijnym gadaniem wszystkim. A takim się stał. 

 A teraz przyszedł czas na mój aktualny, autorski program rozrywkowy "pośmiejmy się razem". Wystąpią ja i moja uczelnia w roli głównej. Na mój wniosek dotyczący indywidualnego toku nauczania o którym wspomniałam w zeszłym wpisie otrzymałam zastępującą wiadomość:

Wiem, że jak czasami komuś opowiadałam o tej wiadomości przekręcałam słowo "wskazuje" na "powołując się" mam nadzieję, że te osoby nie posądzają mnie teraz o kłamstwo. Czytając to dopiero po przeklejeniu zorientowałam się, że popełniłam błąd, za co przepraszam. Co do treści wiadomości, już bardziej lakonicznej dostać nie mogłam. Wszystko mi wyjaśniła, wliczając w to powstanie świata. Tak na prawdę rozumiem tą wiadomość do pierwszego przecinka. Czytając dalej, nie bardzo wiedziałam, co autor miał na myśli. Koniec końców zinterpretowałam ją po swojemu: wniosek odrzucony, pani prodziekan doradza mi dziekankę i sugeruje, żebym złożyła odpowiedni wniosek, gdy się zdecyduję. Moja decyzja od razu brzmiała: tak szybko się mnie nie pozbędą, będę studiować dalej. Wreszcie puściłam tę wiadomość w niepamięć. Niedługo potem, tuż przed świętami dostałam kolejną wiadomość:

 I tu moje skonsternowanie osiągnęło poziom krytyczny. Zaczęłam się zastanawiać: "Dlaczego "ponownie"?", "zaświadczenie o możliwości kontynuacji nauki??"- przecież ja nawet jej nie zakończyłam. IOS miał być formą studiów, a nie ich przerwaniem, "rezygnacja z urlopu?" -przecież nie składałam żadnego wniosku o urlop długoterminowy, "w przeciwnym razie kieruję panią na urlop długoterminowy"- szantaż?, toż nie chciałam przerwać studiów, można to zrobić bez mojego udziału i zgody? WoW. Kiedy tylko dostałam się do budynku mojej uczelni od razu poleciałam do pani prodziekan podpisującej wnioski o IOS. Wyjaśniła mi, czemu nie przyznała mi tego toku nauczania, jakie mam inne wystarczające możliwości i wyjaśniła, że nic nie wie o tej drugiej wiadomości i o urlopie długoterminowym. Poleciła abym wyjaśniła tą sprawę z panią Ulą z dziekanatu. Spotkałam ową panią na korytarzu, która na mój widok, donośnym głosem, ze spłoszonym błędnym wzrokiem, przekazała mi, że wysłała mnie na urlop dziekański. Pierwsze co to zaczęłam się zastanawiać, jak to się stało, że wiedziała kim jestem. Dopiero potem dotarło do mnie, że ze swojej uprzejmości samowolnie wysłała mnie na urlop. Widać, że nie miała ochoty ze mną rozmawiać, nic wyjaśniać i szczerze dziwiło mnie jej podejście. Gdy weszłam z nią do biura, wyjęła moją teczkę, wzięła z niej mój wniosek o IOS, prześledziła go palcem i wskazała na jedno zdanie, które było uzasanieniem mojego wniosku i zaczęła czytać "...możliwe złe samopoczucie i komplikacje związane z ciążą", po czym z pięć razy powtórzyła, że wyraźnie jej zasugerowałam, że nie będę w stanie studiować. A ja w moim oburzonym mózgu wyświetlałam sobie jedno zdanie migające jak na starym sklepowym szyldzie mając je na końcu języka: JAKIM PRAWEM INTERPRETOWAŁA MÓJ WNIOSEK ADRESOWANY DO PANI PRODZIEKAN I NA TAKIEJ PODSTAWIE OSOBIŚCIE WYSŁAŁA MNIE NA DZIEKANKĘ?? Do tego udało mi się wylukać w teczce tej pani z moimi dokumentami malutką kartkę A5, gdzie była decyzja o wysłaniu mnie na urlop podpisana przed panią prodziekan. Zgłupiałam w tamtym momencie. Co prawda gotowało się we mnie, ale nie byłam w stanie urządzić jej wielkiego przypału, uświadomiłam sobie, że więcej załatwie pokojowo niż robiąc dym. Grzecznie zapytałam, co w tej sytuacji mam zrobić skoro ja chcę studiować i nigdzie nie dawałam choćby najmniejszego sygnału, że jest inaczej. Chaotycznie wytłumaczyła, że muszę złożyć wniosek o odwołanie tej decyzji i gdzieś jeszcze kazała mi wpisać klauzulę, że przyjmuję na siebie wszelką odpowiedzialność, ale tego już nie dopisałam. Głupia nie jestem. Powiedziała, że odpowiedź prześle mailem. Czekam. 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież