Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Bardzo miła sytuacja. Dostałam na urodziny od koleżanek świetną książkę. Właśnie taką o jakiej wspominałam w ostatnim wpisie, czyli obszerną ale konkretną pozycję. Najlepsze było to, że zanim ukazał się wpis, one już miały tą książkę. Przewidziały przyszłość? ;) Z pewnością trafiony prezent. Już jestem na 80 stronie. Gdy ją przeczytam, postaram się więcej o niej napisać.
W tym roku urodziny dotarły do mnie jak rozlewająca się po podłodze kałuża. Płynęła powoli powiększając swoje rozmiary na wszystkie strony. Wreszcie udało jej się sięgnąć do mojej skarpetki gdy stałam sobie zajęta innymi sprawami i nie zauważyłam, kiedy ten czas tak szybko minął. Stałam w kałuży. Moje urodziny nie były wyczekiwane. Z upływem lat upływa beztroskość. Z czego tu się cieszyć? Cieszyłam się, że mogą być one chociaż powodem do spotkania się ze znajomymi. Było super. 

W ten sam dzień, kiedy spotkałam się ze znajomymi, czyli w przeddzień moich urodzin sprzedałam suknię ślubną. Ciężko było mi się z nią rozstać, raz, że za marne grosze, dwa, bo w niej przeżyłam jedne z najpiękniejszych dni. Poza tym bardzo mi się podobała, lecz nie było sensu jej trzymać. Nadarzyła się okazja, kiedy akurat jakaś bardzo napalona przyszła panna młoda przyjechała prosto z Warszawy, żeby ją przymierzyć. Pomimo, że nie dała rady się w nią ubrać, bo sukienka była przyciasnawa i tak ją kupiła. O tyle dobrze, że trafiła w ręce równie w niej zakochanej szalonej panny młodej jak ja. Niech jej służy.
Na koniec tego dnia poszliśmy sobie z mężem do kina na film godny polecenia. "Nowy początek". I tak zakończył się dzień świętowania moich urodzin. Nic nie zapowiadało, że następnego dnia będzie jeszcze lepiej... 

 W moje właściwe urodziny nie mieliśmy większych planów. Leszek obudził mnie śniadaniem do łóżka, bukietem kwiatów, życzeniami i pocałunkiem. Następnie wiedząc jak lubię spędzać z nim spokojnie czas w domu, oglądaliśmy sobie ulubione programy i było nam dobrze. Niespodziewanie zadzwonił domofon. Dziwiłam się, że w niedzielę chodzą z ulotkami, ale w Gdańsku wszystko jest możliwe i wróciłam do swoich zajęć. Nagle usłuszałam głos mojej siostry z sąsiedniego pokoju: "Paulina to ktoś do ciebie!!!" Śmierdziało mi tu coś. Skąd moja siostra miałaby wiedzieć, że przychodzą do mnie goście. Widziała moich znajomych? Nie no z nimi spotkałam się dzień wcześniej. Otworzyłam drzwi a do mojego pokoju wpadła wesoła rodzinka z całą urodzinową wyprawką. Jaka to była wspaniała niespodzianka! W życiu się nie spodziewałam rodziców, babci, którzy nagle wpadną na pomysł, żeby zajechać do nas bez zapowiedzi. Oczywiście moja siostra była we wszystko zamieszana :P Cudownie, że specjalnie się zebrali, zrobili ciasta, sałatki desery i przyjechali spałaszować to wszystko do mnie :D. Musieliśmy ustawić w pokoju prowizoryczne krzesła, stół, talerze. Wszystkiego brakowało, ale nie było nic bardziej uroczego niż cała rodzina zebrana przy jednym śmiesznym stole. 

 

Na koniec podziękuję za wszystkie życzenia oraz pamięć o mojej skromnej osobie. Ta właśnie pamięć jest czymś wspaniałym i radującym serce. Najgoręcej dziękuję tym, którzy najwięcej czasu poświęcili na sklecenie życzeń. Widać, że płyneły prosto z serca. Do wszystkich podziękowań dołącza się dziudziuś, który był objęty wieloma z życzeń. ;*   

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież