Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Zeszły wpis zakończył się, można powiedzieć, znakiem zapytania. Przyznam się, że ciut z premedytacją :) Zastanawiałam się, czy kontynuować studia, bo tak na prawdę został mi ostatni semestr. Szkoda byłoby to zaprzepaścić i opóźniać niepotrzebnie, a tak miałabym chociaż coś ukończone. Roztropni ludzie radzili: "Łatwiej studiuje się z brzuchem niż dzieckiem na rękach". Poszłam w tym kierunku. Zdecydowałam się dalej studiować. Piszę o tym dopiero teraz, bo ciężko jest robić coś poza uczęszczaniem na zajęcia, szczególnie, że w moim przypadku wygląda następująco, że kondensuję trzy miesiące zajęć do prawie półtorej. Tak, aby skończyć zajęcia przed 35 tygodniem ciąży. Mam dzięki temu dwa razy więcej pracy, plus dodatkowe atrakcje, jak szykowanie wyprawki dla dziecka, wykańczanie mieszkania, gdzie jestem zaopatrzeniowcem, dozorcą i projektantką naszego przytulnekgo kątka w jednym. Nie, nie biorę sobie za dużo na głowę. Daję radę, a jak nie daję to mam wokół siebie ludzi którzy mi pomagają, więc na spokojnie. :) 
Prognozy są bardzo pozytywne. Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej u pani doktor, gdzie dowiedziałam się, że po miesiącu takiego trybu życia nic złego się nie dzieje. Szyjka się wręcz wydłużyła. Za dwa tygodnie USG 3D i już się nie mogę doczekać. Zobaczymy Różyczkę, jak wygląda, do kogo jest bardziej podobna, czy jej nie utuczyłam za bardzo, po kim ma nosek, budowę ciała, jakie ma oczka i czy może już wyrosły jej jakieś włoski ;] Na razie wiercipiętka ćwiczy salta, wykopy z pół obrotu i jak w środku nocy jednym ciosem wyrwać mamę ze snu <3 Kochany pimpek. Jest niesamowicie silna. Wieczorami czytam jej na głos do snu, a niedługo rozpoczniemy muzykoterapię klasycznymi utworami. Obie będziemy się kulturalnie edukować.