Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Ostatnio, gdy jeszcze zachodzące promienie słońca potrafiły ogrzać i na chłodnej skórze gdzie padały, tworzyły małe wypustki ze sterczącymi włoskami w postaci gęsiej skórki, spotkałam się z dwoma osobami, pragnącymi zrobić sobie prezent. Sesja zdjęciowa z okazji pierwszej rocznicy związku to wspaniała sprawa. Nie tylko pozostają po niej pamiątki, ale jak stwierdziła parka, której robiłam zdjęcia, można również spędzić miło czas. Ewelina nie zawiodła mnie i tak jak umawiałyśmy się, że weźmie ze sobą jakieś rekwizyty do zdjęć, bo akurat złapała mnie na wyjeździe, skąd nie miałam żadnych możliwości się przygotować, pozytywnie mnie zaskoczyła. Przywiozła ze sobą dwie torby pełne różności, które mogły się przydać. Sama przygotowała niektóre z nich specjalnie na tą sesję. Artystka :) Było tego tyle, że nie wykorzystałyśmy nawet połowy. To nic. Będzie to super pretekst, żeby spotkać się ponownie i użyć reszty ;) Świetnie się współpracowało. Miłości nie trzeba ustawiać, prosić o uśmiech, układać w pozy, ona ustawia się sama, naturalnie. Przyjemnie się ją fotografowało. A oto efekty:

       

Mam zaszczyt przedstawić Anię, która to ostatnio wpadła pod mój aparat. Spokojnie, nic jej się nie stało. Chociaż była pod ostrzałem mojej migawki, dzielnie nie zważając na przeciwności, pozowała jak tylko potrafiła najlepiej. Sami będziecie musieli przyznać, że jej pierwszy raz jest zarazem jej debiutem. Żeby było jeszcze ciekawiej pozowała dwum fotografom na raz. Ciężkie wyzwanie, prawda? ;) Jednak dała radę. Podała dobry pomysł na miejsce do zdjęć i reszta sama się jakoś układała. Miałam jedynie problem, który już zauważyłam od dawna, że brakuje mi drugiej pary oczu. Trudno jest w jednej chwili uchwycić dobrą minę modelki, sprawdzić czy włosy jej ładnie leżą, czy ubrania się dobrze układają, czy nie wykrzywia dziwnie nóg, dobrać kadr, ustawić światło na aparacie, ostrość i wiele innych rzeczy. A wszystko to w jednej sekundzie! W tym jednym momencie, kiedy udało się złapać piękne spojrzenie. Łatwo przeoczyć pewne drobiazgi, które potem w komputerze rzucają się w oczy. W dodatku moje kochane słońce raz mi pomaga, raz się przede mną chowa albo mi ucieka. Co by jednak nie mowić efekty spotkania z Anią i Agatą (drugim fotografem) wynagradzają mi wszystko. ;)

Pomysł na sesję z takim motywem, przyszedł właściwie przypadkiem, kiedy oglądałam sobie zdjęcia moich ulubionych fotografów. Od razu w mojej głowie narodziło się masę pomysłów. Strój, pozy, otoczenie, efekty. Pierwszy raz byłam tak podekscytowana zdjęciami. To było coś, czego jeszcze dotąd nie próbowałam. Polubiłam ten smak wyzwania. Kilka dni później miałam się spotkać z modelką wszystko było ustalone, aczkolwiek pogoda chciała inaczej ;) Przez deszcz musiałyśmy poczekać o jeden dzień dłużej. 

Sylwia Grzeszczak pokazała klasę i co mi się bardzo podobało- na scenie była normalna. Pisząc normalna, mam na myśli nie robiąca wokół siebie niepotrzebnego hałasu, czegoś co kompletnie nie pasowałoby do jej stylu, ani do samej imprezy. Zawiodłam się nieco, bo liczyłam na jakieś "łał", które zrobiłoby na mnie wrażenie, niestety nic takiego się nie stało, ale nie mogę powiedzieć że to źle, ponieważ to co proste też ma swój urok. Zabrakło mi natomiast jakiś wypowiedzi między piosenkami. Nie jakiś długich monologów, ale czegoś, co przybliżyłoby mi tą osobę, sprawiło, że trochę bym ją poznała i żeby przestała być dla mnie tylko gwiazdką z radia, którą niestety dalej jest. Najbardziej cieszyłam się oczywiście z możliwości robienia zdjęć( nie wyrobiłam jeszcze tego nawyku, żeby zawsze ze sobą zabierać aparat, poza tym trochę waży i jest niewygodny ), i to, że byłam na tyle blisko by móc robić zdjęcia i wszystko widzieć. A oto krótka fotorelacja.

Zapowiadana sesja z moją siostrą. Chwile po zachodzie słońca, w parku.